-Re!
- krzyknęłam stojąc w ciemnym korytarzu.
-Jeszcze
kolczyki i będę gotowa. - usłyszałam głos dobiegający z łazienki.
Czy
ona zawsze musi się tyle grzebać? Tusz, cień, błyszczyk, kolczyki... Przecież
wychodzimy tylko na zwykłą co weekendową imprezę, a ona szykuje się jak na
jakieś wesele. Ja wszystko rozumiem; że ma chłopaka, że chce mu się podobać, że
zawsze lubiła się wyróżniać i takie tam... No ale siedzenie w łazience od 45
minut na pewno nie należy do czegoś co koniecznie trzeba robić przed wyjściem.
Rozmyślając tak stałam oparta o szafę i bawiłam się sznurkami od mojej kurtki.
W tym momencie usłyszałam chlapnięcie drzwiami. W końcu wyszła. Jej smukła
sylwetka ograniczona wąskimi jasnymi rurkami i długą przylegającą bluzką
pojawiła się tuż koło mojej. Jesteśmy siostrami, ale gdyby ktoś stanął obok, w
życiu by tego nie powiedział. Ja; wysoka, chuda blondynka drobnej postury z
długimi nogami... Ona z kolei jest nieco grubsza ode mnie i o wiele niższa; ma
ciemne włosy i zupełnie inne rysy twarzy niż ja. Nieprawdopodobne, że jesteśmy
jakkolwiek spokrewnione, bo naprawdę mało podobieństw między nami - a jednak.
-Możemy
już iść? - zapytała Re, nerwowo przeczesując świeżo ułożoną grzywkę.
-Tak
możemy. - stwierdziłam. - Tylko weź kurtkę, bo jest zimno.
Re
pokiwała głową. Jestem od niej o dwa lata młodsza, a bardziej o nią dbam niż o
samą siebie. Nigdy nie miałam wrażenia że jestem młodsza, a wręcz przeciwnie
zawsze wydawało mi się, że to ja tu jestem starsza. Ja dopiero kilka miesięcy
temu skończyłam 18 lat, a czuję się jak bym miała co najmniej ze 24. Re ogólnie
jest spoko siostrą, gdyby nie fakt tego, że kiedy zobaczy mnie z jakimś
chłopakiem zaczyna panikować jak bym miała 7 lat. Przecież ja też potrzebuję
miłości, zrozumienia...
-El,
otwieraj te drzwi bo się spóźnimy. - westchnęła Re stojąc znów przed lustrem
ale tym razem w korytarzu.
Nerwowo
przekręciłam zamek od drzwi i wyszłam z mieszkania a Re zaraz za mną. Zamknęłam
drzwi za pomocą klucza który następnie wrzuciłam do kieszeni mojej kurtki.
Nieśpiesznie schodziłam po schodach, kiedy Re na swoich wkurwiająco tupiących
szpilkach wyprzedziła mnie idąc szybko po schodach. Przyśpieszyłam bo
wiedziałam, że zaraz będzie się rzucać o to, że się grzebię i za chwilę wcale
mogę nigdzie nie iść. A przecież w sobotni wieczór nie zostanę sama w pustym
domu. Szybko znalazłyśmy się na dole, gdzie swoim samochodem czekał na nas już
chłopak Re; Niall. Są razem już od sporego czasu i bardzo dobrze. Są świetną
parą, dobrze się dogadują; czego chcieć więcej? Tak szczerze, to może czasem
zazdroszczę jej tego blondynka, może dlatego, że sama nie mam jeszcze chłopaka.
Ale Niall absolutnie nie jest w moim typie i lubię go wyłącznie jako dobrego
kumpla. Wsiadłyśmy do czarnego samochodu który zawsze i wszędzie budzi grozę.
Wydaje mi się, że wszyscy wokół mnie są z pod jakiejś ciemnej gwiazdy a tylko
ja jestem tu fanką różowego. Jak zwykle, ruszyliśmy szybko spod bloku gdy tylko
zdążyłam zamknąć drzwi. Ni nie jest ostrożnym kierowcą i nie zwalnia nawet przy
torach. Dziwię się, że ktokolwiek dał mu prawo jazdy. Re też już ma prawko,
tylko nie jeździ bo po pierwsze nie ma czym, a po drugie chyba jakoś nie ma
nawet takiej potrzeby.
-Jak
tam El, gotowa na podbój imprezy? - zapytał Niall ze śmiechem.
Jak
zwykle poczucie humoru.
-Owszem
Niall, gotowa. Jak zawsze z resztą. - zaśmiałam się.
Rozłożyłam
się wygodnie na tylnim siedzeniu, zastanawiając się dlaczego Ni i Re nigdy się
przy mnie nie całują? Czyżby nie całowali się wcale? A może boją się mnie
zgorszyć, czy coś? Przecież jeżdżę z nimi na te imprezy od dobrych dwóch lat i
pamiętam jeszcze czasy jak Niall i Re nie byli razem, więc nie jedno już
widziałam na oczy. Siostra wychowała mnie na imprezach...
-El,
zaśpiewaj nam coś bo radio mi się popsuło niedawno z niewiadomego powodu... -
powiedział Niall kiedy stanęliśmy na światłach.
-Och,
Niall; nie umiem śpiewać. - stwierdziłam.
-Nie
wcale. - odpowiedział blondyn sarkastycznie, po czym z piskiem opon ruszył ze
świateł.
Tak
na prawdę umiem śpiewać i to całkiem nieźle. Śpiewam, maluję i gram w
profesjonalnej drużynie siatkarskiej. No tylko nie koniecznie wszyscy o tym
wiedzą. Re ciśnie mnie do doskonalenia każdego z tych talentów bo sama jest
zawodową tancerką i gra w kosza. Prócz tego gra na gitarze i pianinie. Nie
wiem, po kim mamy te talenty - bo nasi rodzice są całkowitymi pracoholikami
umysłowymi z zerową duszą artysty. Cztery lata temu wyjechali za granicę, a my
z Re zostałyśmy w kraju. Spadek po bogatej ciotce trzyma nas do teraz, ponadto
starsi wysyłają nam kasy aż zanadto i wszyscy są szczęśliwi. Tak w sumie to
siostra mnie wychowała, bo nawet jak byłam mała rodzice wiecznie byli w pracy.
Dlatego mam z Re takie dobre kontakty.
-A
właśnie El, jak tam nauka w tym roku? - zapytał Niall.
-Mamy
wrzesień, nauka dopiero się zaczęła... - westchnęłam.
-No
ale nie zdążyłaś załapać jakiś ocen? - wtrąciła Re nadmiernie szeroko
otwierając oczy.
-Dwie
szóstki z w-f'u i kilka czwórek. - uśmiechnęłam się.
Rozmowę
przerwał telefon Nialla którego dźwięk rozległ się po całym samochodzie.
-Słucham?
- zapytał przystawiając czarnego iPhona do ucha.
Ej,
też chcę iPhona... Białego. Takie sobie moje marzenie.
-Zaraz
będziemy. Narazie. - usłyszałam głos Ni, po czym rzucił telefonem na specjalną
półeczkę w samochodzie.
-Kto
to? - zapytała Re.
-Louis.
- westchnął Niall.
-Co
chciał? - wtrąciłam się z moją ciekawością.
-Dzisiaj
na imprezę ma wbić jakiś jego kuzyn, czy chuj wie kto; jakiś Harry. -
powiedział Niall.
Do
tej pory nasza paczka składała się z kilku podstawowych osób i zawsze, no
prawie zawsze balowaliśmy w tym samym składzie; Ni, Re, ja, Louis z moją
imienniczką Eleanor, Zayn z Perrie i Liam z Sophie. A tu nagle jakiś nowy
koleś.
-Powiedział
coś więcej? - mruknęła Re.
-Chłopak
ma 19 lat, dobrze zna się z Louisem. Tyle się dowiedziałem, z resztą wiesz jak
rozmawia się z Lou. - stwierdził Niall wykrzywiając twarz w grymasie.
Z
hukiem zatrzymaliśmy się pod klubem. Horan zahamował tak mocno, że wszystkie
rzeczy które leżały luźno spadły na ziemię. Z jego iPhone'm włącznie. Jak on
może tak traktować takie cudo? Ja chciałam iPhona, ale Re oczywiście nie
zgodziła się użyczyć mi te kilka tysięcy z naszej kasy. Liczę, że nastanie taki
dzień kiedy go dostanę. Niezbyt elegancko wysiadłam z samochodu, który znają tu
już niemal wszyscy. Za mną Re, następnie Niall. Udałam się w stronę wejścia
sama; wiem już z doświadczenia że Re i Ni wchodzą innym wejściem, bo mają tam
już nawet swój pokój gdzie zostawiają nie wiadomo co i robią nie wiadomo co -
ja nie wnikam. Przy wejściu jak zwykle w soboty stał Tommy, ochroniarz - byczy
kark który stoi tam co sobotę od dobrych dwóch lat. Że mu się tak chce... Ale w
końcu to jego praca i za to mu płacą. Przywitałam się z nim uściskiem dłoni i
weszłam do środka, po drodze podając kurtkę kolesiowi od szatni. Nie obawiałam
się o kradzież zawartości kieszeni - od paru lat nigdy nic nie zginęło więc
czemu miało by zginąć dziś? Już po zrobieniu kilku kroków, otumanił mnie zapach
alkoholu i głośna muzyka. Udałam się do naszego stałego stolika i zajęłam moje
stałe miejsce. Żadnych nowości. Po chwili pojawiła się Eleanor z Louisem i Zayn
z Perrie. Przywitałam się z każdym po swojemu.
-Hej
El. - powiedziała Perrie uśmiechając się.
-Cześć.
- odpowiedziałam przytulając ją.
Powitanie
z resztą wyglądało podobnie ,,Hej'' ,,Cześć'' Uścisk. Nic nowego. Usiedliśmy
wszyscy przy stole jak gdyby nigdy nic. Znudzona tą monotonią podparłam głowę
ręką lekko przymykając oczy.
-El,
coś nie tak? - zapytała z troską Eleanor.
-Nie,
w porządku. Tylko jakoś nudno. - westchnęłam.
-Nudno
powiadasz? - uśmiechnął się Louis. - W takim razie póki nie ma twojego
globalnego nadzoru, czyli Re, przedstawię Ci kogoś.
Zrobiłam
pytającą minę. Trochę się bałam nowych znajomości przez Louisa, ale ciekawość
wzięła górę. Zsunęłam się z krzesła, po czym Louis pociągnął mnie za rękę w
stronę baru. Mijaliśmy kolejno pary tańczące w rytm głośnej muzyki. Minęliśmy
bar, udając się w stronę wyjścia na Tars. Heloooł, przypominam że jest
październik i za ciepło nie jest!
-Gdzie
idziemy? - zapytałam gdy byliśmy w szerokim holu.
-Na
taras. - odparł Louis.
-Po
co? - zapytałam oburzona. - Jest zimno.
-Chcesz
go poznać czy nie? - zapytał Louis z ironią zatrzymując się.
-No
chcę. - stwierdziłam.
-No
to nie marudź, tylko chodź.
-Jak
będę chora, to przez Ciebie i tego typa. Jak by nie miał gdzie stać, tylko na
tarasie. - mruknęłam niezadowolona.
Lou
tylko spojrzał na mnie z wyrzutem i szedł dalej a ja pośpiesznie za nim. Oby
ten ktoś był tego warty. Wyszliśmy na taras i od razu uderzyło we mnie zimne
powietrze. Przeszły mnie ciarki, bo byłam tylko w cienkich spodniach, bluzce na
ramiączkach i sweterku.
-Haaaarry!
- Wydarł się Lou będąc tuż obok mnie. Ogłuchnę.
__________________________________________
A więc pierwszy rozdział ;) Myślę, że się wam spodoba.
Mam ostatnimi czasy jakieś problemy z komputerem, więc nie wiem dokładnie kiedy pojawi się kolejny rozdział, ale planuję dodać go koło poniedziałku. Komentujcie! Bo przynajmniej wtedy wiem, czy ktokolwiek to czyta xd
Ja Ci już mówiłam co sądzę na temat TEGO rozdziału, ale napiszę publicznie i krótko; super, super, super *,*
OdpowiedzUsuńŻe czytam to chyba wiesz c'nie? :3
Pozdrawiam ♥
fajne :*
OdpowiedzUsuńDobre xd ;)
OdpowiedzUsuńjejku! Ten rozdzial jest ashdkjkmcpmcpkm!
OdpowiedzUsuńNormalnie nie mogę się doczekać kolejnego..
Pozdrawiam! <3
Świetny rozdział:* Dobrze się zapowiada, będę wpadać częściej:D
OdpowiedzUsuńCiesze się, że napisałaś do mnie na asku (Wife_of_Zayn) przynajmniej nie będę miała zaległości xD
Pozdrawiam:*
storyofmylife-harryfanfiction.blogspot.com
Super !!! Czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńMoją opinię też już znasz : kocham <3
OdpowiedzUsuńJestem pod wrażeniem! Oby tak dalej! :)
OdpowiedzUsuńNaprawdę dobrze piszesz *.* Napewno będę zaglądać częściej :****
OdpowiedzUsuńJeju! Świetne! Pisz dalej... czekam. <3333333333
OdpowiedzUsuńNo, No, No zapowiada się nieżle :* ~Nat~
OdpowiedzUsuńświetne.! :*
OdpowiedzUsuńświetnie piszesz! oby tak dalej ;)
OdpowiedzUsuń